czwartek, 6 marca 2014

245.

No, dzisiaj numerek śniadania mi się zgadza ;P

Dziękuję za komentarze wczorajsze.
Jesteście kochana.

Ale zauważyłam jedną prawidłowość.
Wszystkie czytając inne blogi zauważamy, że autorka 
zasługuje na to co najlepsze, na wypoczynek, 
na dobre jedzenie, na uśmiech, na szczęście. 
Ze szczerego serca doradzamy innym, chcemy pomóc.

Ale same na siebie ni jak nie umiemy tego przełożyć... 
A może generalizuję? 
Może Wy umiecie, powiedzieć sobie:
,,tak jestem wspaniałą osobą, kocham siebie za to jaka jestem, 
ze wszystkimi swoimi zaletami i wadami" 
 a to ja nie umiem? 
To proszę o receptę ;]


Dziś pierwszy raz będę miała prawdziwe zajęcia na siłowni, 
bo ostatnio tylko wstępna gadka była, regulamin itd. 
Nie mogę się doczekać. 
Najpierw muszę przetrwać angielski ;]

Ale mnie tato wczoraj rozśmieszył.
Dopiero zorientował się, po ponad pół roku, że na studiach 
zajęcia trwają 1,5 godziny, a nie 45 minut 
i dziwił się, że nie odbieram telefonu :P

Ale tak jest o wiele wygodniej. 
Już nawet nie wyobrażam sobie wrócić do 45cio minutowych lekcji ;P


Śniadanie z tych czwartkowych:
na szybko, na brzydko, ale na smacznie ;D



Krem z tofu i ricotty a'la Rafaello ze smażonymi śliwkami, migdałami, praliną

Od tak dawna się za ten krem zabierałam :P
I znów żałuję, że zwlekałam...

Przepis:

180g naturalnego tofu
120g ricotty
Łyżeczka miodu rzepakowego
100ml waniliowego napoju ryżowego
Łyżka mąki kokosowej
Garstka wiórek kokosowych
Ziarenka z 1/3 laki wanilii
Łyżeczka ekstraktu waniliowego
Stewia

Śliwki, migdały, płatki igdałowe, pralina Rafaello

Tofu i ricottę wrzucamy do miseczki, lekko rozgniatamy widelcem.
Wiórki kokosowe prażymy, dodajemy.
Dodajemy wszystkie składniki i blendujemy na gładką masę dodając stewię do smaku.
Przekładamy do miseczki i odstawiamy na noc do lodówki.
Podajemy z ciepłymi śliwkami, prażonymi migdałami, praliną.


Pam.

25 komentarzy:

  1. tak się zastanawiam, czy kiedykolwiek było u Ciebie śniadanie "nie na słodko" ?? :D heheh

    z tym co napisałaś zgadzam się w 100% ale niestety recepty nie znam :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie raz ;) ostatnio w Walentynki :P

      Usuń
  2. Oj jak zazdroszczę Ci tej siłowni ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja już nie umiem doczekać się siłowni na studiach , bo w-f w szkole nie ma nic wspólnego ze sportem :)
    Krem z tofu *.*

    OdpowiedzUsuń
  4. taka człowieka natura, ze wszystkim chce pomóc, tylko nie sobie :/
    na jesień czekam dla śliwek własnie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jakie brzydko, jakie brzydko? Ślicznie jest! A te smaki? No kurde, rewelacja!
    Miłej "zabawy" na siłowni! :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Krem wygląda znakomicie, a te dodatki, istny obłęd <3
    Niestety ja sieje rady, a samej trudno mi się pod nie podporządkować. Ale się powolutku staram!
    A co do siłowni, troszkę się martwię, czy ćwicząc z niedowagą nic Ci się nie stanie. Mam nadzieję, że robisz to dla siebie, a nie słuchasz złych głosików :*

    OdpowiedzUsuń
  7. jakie brzydko ja się pytam?! :D
    jest obłędnie! krem rafaello mówi wszystko za siebie!
    powodzenia na siłowni! :))

    OdpowiedzUsuń
  8. Uważaj tam na siebie na tej siłowni, aby nie przesadzić. Pamiętaj, że po takim wysiłku potrzebny jest pełnowartościowy posiłek. Wiem, wiem. Taka gadka ode mnie. Tylko umiem doradzać, a sama często to olewam. Ale tak jakoś łatwiej dbać o innych niż o siebie, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  9. Myslisz ze 7-8 h w szkole + godzina spaceru to za mało ruchu w ciagu dnia..?

    OdpowiedzUsuń
  10. ja mam teraz 3h lekcje :D i nie wyobrażam sobie innych. Ty sposobem nawet siedząc w szkole od 8 do 21 mam tylko... cztery zajęcia ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Bo tak już jest.... Człowiek umie doradzić innym, chce pomóc, ale sam sobie jakoś nie umie poradzić....

    A śniadanie tradycyjnie pierwsza klasa :)

    OdpowiedzUsuń
  12. następnym razem, będąc w Warszawie, muszę kupić więcej tofu, bo w moim mieście w Carrefourze niestety go nie mają... wtedy też ten krem wypróbuję!

    OdpowiedzUsuń
  13. A ja dzisiejsze śniadanie uważam za bardzo ładne :)
    Ta zależność nie dotyczy tylko blogosfery, co chwila łapię się na pocieszaniu przyjaciółek, które nie widzą jakie są wspaniałe - i vice versa.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja niestety nie pomogę kochana bo siebie zaakceptować nie mogę ,nie lubię siebie za charakter ,wygląd i ogólnie za całokształt.

    OdpowiedzUsuń
  15. stety lub niestety ławiej pomóc innemu niż sobie... :c

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja tam bym wolała dłuższe lekcje, ale tylko z niektórych przedmiotów. W środy mamy wszystko podwójnie i są takie lekce, które mijają szybko (matma), a polski niestety się ciągnie.

    OdpowiedzUsuń
  17. Rozgryzłaś mnie totalnie. Umiem pocieszać, podbudowywać, wspierać inne osoby, a ze swoimi problemami sobie często nie radzę. "Jestem wspaniała" - umiem to sobie powiedzieć, ale czy szczerze? Pewnie nie, ech...
    Ja miałam siłownię na pierwszym roku, ale nie korzystałam jak należy i w zasadzie cały czas na rowerku siedziałam. :D

    OdpowiedzUsuń
  18. jak najszybciej zabiorę się za krem, i koniecznie w wersji z mąką kokosową i ricottą :)
    czasami pomóc nam łatwo, coś powiedzieć, doradzić, a zapominamy o sobie i sami nie potrafimy przełożyć słów na życie.

    OdpowiedzUsuń
  19. ja sądzę że to kwestia tego, że ciężko patrzeć obiektywnie na rzeczy które dotyczą nas samych :) a lekcji 1,5h nie jestem w stanie sobie wyobrazić. mózg wyłączyłby mi się po 60min
    kremy z tofu ostatnio u mnie nader często występują, nie tylko na śniadanie!

    OdpowiedzUsuń
  20. Według mnie to mówienie, że każdy z nas jest 'wspaniały, kochany, dobry etc.' to takie frazesy, puste banały, które w pewnym sensie są prawdziwe, ale nie mają wiele wspólnego z realną osobą, z krwi i kości, która ma charakter, ma humory, ma życie, gorsze dni, smutki, potrafi wyglądać olśniewająco, potrafi chodzić potargana w dresie, potrafi być wredną złośnicą, kokietką, inteligentną młodą damą i tak dalej...

    To zdecydowanie za dużo emocji, uczuć, określeń, to za duże bogactwo i wachlarz możliwości na takie pseudomotywujące banały. Ale to moje zdanie:)

    OdpowiedzUsuń
  21. Bardzo fajny krem <3 Super podany w miseczce i te dodatki <3

    OdpowiedzUsuń
  22. bo tak łatwiej? łatwiej powiedzieć coś dobrego innym, niż samemu stanąć przed lustrem i powiedzieć to samo sobie. śniadanie brzydkie? no chyba zwariowałaś ;p

    OdpowiedzUsuń
  23. Bo jednak łatwiej po prostu pomóc komuś niż zająć się własnym 'syfem'..
    Na pewno nie powiedziałabym, że kocham siebie, za to jaka jestem, ale akceptuję - już prędzej. I o to chyba chodzi, żeby właśnie zaakceptować swoje wady i zalety, żeby nauczyć się z nimi żyć :)

    OdpowiedzUsuń
  24. To ułuda. Puste słowa . ŁATWO komuś prawić morały w słowach. Latwo jest napisać parę słów,a później wylogować się z sieci. I myśleć ze sie swiat zbawiło dajac wielkie rady na blogspocie. Chociaz czasami taka znajomość wychodzi poza Internet,przeradza sie w przyjaźń,odwiedziny i opieprze przez telefon. Zresztą -jk mozna dawac rady skoro sie tej osoby nie zna tak o? Czy mozna komus pisać i obiecywać:będzie dobrze skoro nie znamy tej sytuacji od podszewki? I w końcu czy bloger powinin wierzyc w te wszystkie komentarze? W blogosferze przewaznie panuje hipokryzja. Na śniadanie czekolada a w prywatnych mejlach wyrzuty sumienia czy inny syf. W notce co innego,faktycznie cos innego. A co do przepisu na siebie...to po prostu zajac sie sobą sie trzeba. Poznać siebie. Patrzec sie na siebie nie na inne dziewczyny blogowe. Tak naprawdę to czyjeś rady czesto szkodzą niż pomagaja.

    Nie wiem czy jestem wspaniala czy nie. Ale siebie sama lubie,akceptuje. Z całym dobrodziejstwem inwentarza,umalowana czy nie,ubrana czy tez nie,z humorkami,wszystkimi wadami czy innymi mi przypisanymi/wypracowanymi cechami. I chyba tak powinno byc. Znanie swojej wartości,akceptacja siebie niezaleznie od tego czy w danym dniu wygląda się wspaniale czy kiepsko,jest sie milym czy wrednym,z pryszczem czy czerwonym nosem. ;)

    OdpowiedzUsuń