sobota, 4 lipca 2015

714. Różana quinoa z jogurtem, jagodami i tahini


Coś a’la impreza rodzinna mi się dziś szykuje. Mam nadzieję, że będzie dobrze, choć po wczorajszej wizycie u rodziców tak coś niezbyt kolorowo to widzę. Wyprowadzka bardzo pomogła mi się zdystansować do tych dziwacznych relacji, ale w 100% do pewnych spraw człowiek się nigdy nie przyzwyczai. Nie zamierzam się jednak nastawiać dziś negatywnie. Zbyt dobrze mi z tym pozytywnym nastrojem, żeby samej chcieć to popsuć :P


Miłego weekendu!



Jakiś czas temu bardzo polubiłam komosę. Często jadam ją na ostro na obiad. W wersji słodkiej jadłam ją tylko raz i średnio mi smakowała, ale to pewnie dlatego, ze gotowałam ją na mleku, a mi generalnie kasze na mleku średnio smakują. Po dzisiejszej wersji wiem, ze będę ją częściej jadała na słodko.






Różana quinoa z jogurtem naturalnym, jagodami, tahini, morwą i ziarnem kakaowca 
Truskawki, maliny, goji

Kaszę ugotowałam na wodzie, gdy przestygła dodałam łyżkę wody różanej.
Później dodałam więcej jagód :)



Pytania?

                                                                                                                                          Pam.

16 komentarzy:

  1. Kompletnie zapomniałam o komosie!!! Muszę ją szybko odkurzyć :D
    Z rodzicami zawsze cięzko się dogadać...

    OdpowiedzUsuń
  2. Imprezka będzie udana, zobaczysz ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. jagody, jagody, chcę jagody!!!!
    Nie nastawiaj się w żaden sposób, bo to nigdy nie pomaga...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale wakacyjne śniadanie :) Chcę tę miseczkę owoców <3

    OdpowiedzUsuń
  5. komosa stoi u mnie w szafce i dalej nie wiem czy najpierw zjeść ją na słodko czy na słono haha! :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Już nie mogę się doczekać pierwszych jagód, które zjem w tym roku, bo kusicie mnie bardzo! :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Czasem relacje rodzinne są zagmatwane...
    Muszę wreszcie wybrać się na jagody!

    OdpowiedzUsuń
  8. śniadanie na medal, pyszne i zdrowe - czego chcieć więcej?! :)
    do mnie rodzinka co dzień teraz przyjeżdża (albo ja do niej), więc mogę stwierdzić, że tak sobie imprezuję co chwilę :D

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja własnie jadłam tylko raz komosę i to tylko na słodko. Ostatnio kupiłam jednak nowy zapas i będe z nią więcej kombinować. Niestety cena nie zachęca :<

    OdpowiedzUsuń
  10. Pięknie podana! Sama bym taką zjadła bardzo chętnie :)
    Oby ten pozytywizm Cie nie opuszczał, potrafi zdziałać cuda w życiu - zresztą sama chyba dostrzegasz zmiany :*

    OdpowiedzUsuń
  11. Też nigdy nie lubiłem gotować na mleku (nawet na tym roślinnym), bo przywiera/robi się a la glut ;)
    Obdzieranie cukinii ze skóry to faktycznie barbarzyństwo, ale (nie)zmiksowane kawałki zielonego już by tak pięknie w lodach nie wyglądały :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja nigdy nie miałam styczności z komosą, ale przymierzam się do zakupu. Baw się dobrze, mimo wszystko! :)

    OdpowiedzUsuń
  13. o tak, tak, tak nie psuj sobie sama pozytywnego nastroju, nie wypada ;p poza tym może dziś, też pozytywnie się rozczarujesz, albo ktoś Cię zaskoczy ;) komosę jadłam raz na słodko, na mleku, smakowała mi, a to pewnie dlatego, że mam zupełnie odwrotnie niż Ty wolę na mleku niż wodzie ;p

    OdpowiedzUsuń
  14. Mam nadzieję, że impreza mimo wszystko się udała ;) Najważniejsze, żeby zawsze szukać pozytywów :D
    A komosy nigdy nie jadłam, bynajmniej wygląda bardzo apetycznie.
    http://poranny-talerz.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń