piątek, 10 lipca 2015

720. Awokado z ricottą, kakaowcem i z miodem + owoce

Dostaję czasami pytania, czy to na asku czy na maila, że śniadania lub ogólnie jadłospisy mam niskokaloryczne, same owoce + jogurt itd, dostaję pytania i prośby o podawanie dokładnych liczb. Blog śniadaniowy tak? 

Więc jedzeniu poświęcę ten post, a raczej jedzeniowemu aspektowi zaburzeń odżywiania.
Już od jakiegoś czasu nosiłam się z zamiarem napisania takiego posta, a wczorajszy deszczowy wieczór sprzyjał zebraniu myśli do kupy :P

1) Zdarza się, że fotografuję śniadanie, ale później dokładam owoce lub masło orzechowe/ tahini/ cokolwiek w trakcie jedzenia. To blog ze śniadaniami, nie spowiedź z każdego kęsa.
Nie umniejszajmy owocom. 100 kalorii to 100 kalorii, 200 to 200, nieważne czy z warzyw/ owoców czy z ciastek. Poza tym: kalorie się nie liczą dopóki Ty ich nie liczysz ;P

2) Babeczki, placki, wypieki, naleśniki- uwielbiam patrzeć, uwielbiam jeść. Blogosfera- skarbnica inspiracji. Uwielbiam ją za to. Jednak mój osobisty ,,kult posiłków" w tym śniadań znacznie stracił na sile. Zaczęłam czerpać przyjemność również z innych aktywności, niż jedynie z przygotowywania posiłków (co nie znaczy, że przestałam to lubić! ), nie zawsze mi się chce. 
Fajnie zjeść michę owoców, czy coś równie mało skomplikowanego.
Nie wynika to z braku szacunku do czytelników, bo przecież powinnam się starać wymyślać nie wiadomo co, żeby przyciągać. Mam nadzieję, że ci, którzy zaglądają tu regularnie wiedzą, iż wkładam w to miejsce znacznie więcej niż zdjęcia paszy i rozumieją.

3) Co łączy się z punktem powyższym i moją zmianą nastawienia do śniadań. Fakt- nie wyjdę z domu bez zjedzenia czegoś, uważam to za obowiązkowy posiłek w ciągu dnia. Ale śniadanie pełni funkcję śniadania, nie jedynego posiłku w ciągu dnia, gdy można pozwolić sobie na coś kalorycznego, słodkiego itd. Nie musi mieć XXX kcal tylko dlatego, żeby pozwoliło mi dotrzymać do ,, japka na drugie śniadanie o 12". Zjem mało kaloryczne śniadanie? Spoko, zgłodnieję to zjem drugie śniadanie wcześniej, bardziej obfite. Poza tym nie zawsze człowiek ma ochotę na taką samą ilość jedzenia o tej samej porze. Organizm to nie maszyna.

4) Dlaczego nie podaję dokładnie ilości ile czego zjadam? 
Bo jaki sens ma porównywanie siebie do innych? Czy porównujemy ilość zużytego tlenu do innych? Porównujemy litraż wypitej wody? Nie. To szukajmy wskazówek ile zjeść we własnym organizmie a nie cudzym! Tak łatwo oceniamy siebie ,,zjadłam mniej niż blogerka XX, uffff", ,,o nie, zjadłam więcej niż blogerka YY, świnia". Nie ma nic bardziej mylnego.
Jednego dnia nie jadłam nic od śniadania, gdy w końcu po wielu godzinach dostaję się do jedzenia 100 gramów kaszy czy makaronu może co najwyżej dziury w zębach załatać, a nie głód zaspokoić. Drugiego dnia po obfitym śniadaniu, drugim śniadaniu, słabszym apetycie wystarcza mi 50 gramów tej samej kaszy na obiad.
Zawsze znajdą się osoby, które powiedzą ,,tyle żresz, gdzie ty to mieścisz? nie tyjesz?" oraz te, które powiedzą ,,jo, udajesz że jesteś zdrowa, a same pomidory jesz". Ludziom nie dogodzisz. Dlatego żeby zaspokoić potrzeby WŁASNEGO organizmu trzeba słuchać WŁASNEGO organizmu. Patrzeć na swój talerz, nie talerz innej osoby.
Pewnie, pełno osób po ED ma problem z odpowiednimi porcjami, ale uczymy się na własnych błędach. Zjesz za mało- będziesz głodny, następnym razem zjesz więcej. Zjesz za dużo- następnym razem zjesz mniej.

5) Wychodzenie z zaburzeń odżywiania często mylone jest z jedzeniem fast foodów, masą słodyczy itd.
Nie. Normalny, zdrowy człowiek przecież też nie żyje na samych niezdrowych produktach. 
JA jem tak jak MI odpowiada. Może to nie odpowiadać innym, a mi może nie odpowiadać jak je ktoś inny. 
JA, nie moja choroba, JA lubię zdrowe produkty. Smakują mi. Od dziecka moi rodzice starali się, żebyśmy jedli zdrowo. Nie jadałam słodzonych płatków śniadaniowych, pizza bywała rzadko, po południu były czasem ciastka, ale równie często sezonowe owoce. Nie było u mnie ,,zjedz mięsko a ziemniaczki zostaw", tylko ,,zjedz warzywa, mają witaminki"
JA lubię owoce, warzywa, MI smakują kasze, pełnoziarniste produkty. JA lubię jogurty. JA nie lubię tortów czy ciastek typu delicje, hity itd. 
Nie wmawiam sobie, że tego nie lubię. Mam prawo jak każdy pewne produkty lubić, pewnych nie.
Inna kwestia, to stworzyć sobie listę produktów, które JA lubię, na które mam ochotę, a choroba mówi mi nie. I wtedy nie ma co unikać tych produktów. Strach przed pełnotłustym serem żółtym? Przed niepełnoziarnistym pieczywem? Masłem? Jedyne rozwiązanie EAT IT TO BEAT IT.

6) Moim, jeżeli ktokolwiek (np. wszechwiedzącywszechpomocny anonimowy) zarzuca, że za dużo, że za mało, wypytuje ,,a ile użyłaś kaszy do obiadu, a ile warzyw, a ile tego, a ile tamtego", jeżeli inny dokładniej lustruje Twój talerz dokładniej niż Ty sam- na 99% ta osoba sama ma większe problemy z jedzeniem niż Ty :P
Zaburzenia odżywiania to wstrętna, przebiegła i podła choroba. 
Kiedy alkoholik się zdecyduje- nie piję! to może odciąć się raz na zawsze od alkoholu. 
Narkomanowi narkotyki są do życia absolutnie nie potrzebne. 
Bez papierosów można żyć. 
Kasyno można unikać szerokim łukiem. 
JEŚĆ TRZEBA. Chyba, że jest się astronautą i żyje się na skondensowanych pigułkach czy na czym tam oni sobie żyją. 
Trzeba odbudować poprawne relacje z jedzeniem. 
Trzeba nauczyć się jak to jedzenie rozgryźć. 
Trzeba się nauczyć jeść. 
DA SIĘ! Każdy na swój sposób. Po drodze nie raz się człowiek ,,sparzy i przejedzie", ale uczymy się na błędach. I cierpliwie, ucząc się słuchać własnego organizmu tę relację da się odbudować.

Dla mnie w tej chwili jedzenie jest niczym innym jak jedzeniem. Fajnie czasami przygotować sobie coś pysznego, celebrować chwilę tylko dla siebie i talerza, ale równie fajnie chapnąć coś zwykłego i oddać się innym przyjemnościom. RÓWNOWAGA.
Jasne, nie zawsze jest kolorowo. Mam tzw. fear foody , zawaham się ,,zjeść - nie zjeść", zawieszam rękę w powietrzu nim sięgnę po pewne rzeczy, ale myślę, że to kwestia czasu ;)

 Amen.

Miłego piątku! :D





Awokado z ricottą, kakaowcem i prażonym słonecznikiem z miodem gryczanym
Maliny, truskawki, porzeczki
Ufo, kiwi, banan, świeże daktyle


Pytania?

Pam.

27 komentarzy:

  1. Wygląda bardzo apetycznie :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. borze, jak się z tym mocno zgadzam. Jedzenie jest... jedzeniem. Jak mam ochotę zjeść po raz tysiąc-sto-pięćdziesiąty-dziewiąty na śniadanie lody bananowe, to zjem. I nie muszę rozkminiać o-matulu-1000kalorii ===> umrę i zdechnę, ale to jest zdrowe, energetyczne, smaczne. Mój "kult śniadań" także się niesamowicie zmienił, o 180*. W kuchni spędzam jednorazowo maks do 30 minut (tyle, co ugotować kapustę i kaszę // ukręcić lody bananowe // czy jakieś placki zrobić), czasem może ze 40 czy godzinę, jak mam ochotę zrobić coś bardziej ĘĄ.
    I wiesz, wkurza mnie trochę (nie, to nie jest najlepsze słowo - raczej mi smutno po prostu) jak zdarza mi się widzieć osobę ED-recovery, która za świetny codzienny obiad uważa burgera z Mac'a, KFC czy cokolwiek oni tam mają w tym swoim ponurym asortymencie. Ok, fearfood'y, łapię. Ale to naprawdę po prostu nie jest dobry posiłek pod jakimkolwiek względem. Dostarcza tylko transów, węglowodorów aromatycznych powodujących raka i nic poza tym. A organizm kogoś wychodzącego z zaburzeń odżywiania potrzebuje oprócz kalorii, także (przede wszystkim!) minerałów, witamin, błonnika, przeciwutleniaczy, zdrowych węglowodanów (zdrowe węglowodany niestety nie równa się ciasto babci, ale moja akurat piecze świetne ciacha owsiano-bananowe), zdrowych tłuszczów także. Przy czym nabieranie masy nie opiera się na białku-kurczaku-twarogu.
    I wiesz, naprawdę, to jest piękne, że człowiek się nie boi łyżki wiórków kokosowych czy innego (a jakże) jedzenia. Jak się ma ochotę, to się wszamie garść pistacji czy michę czereśni po magicznej godzinie 15. Jak się jest głodnym, to się zużyje do obiadu nawet zabójczą szklankę kaszy, a jeśli nie, to mniej. Jak się ma ochotę, to się zje do kolacji jakieś owoce, nawet jeśli się wyrobiło "normę" w samym śniadaniu. I kolacja wcale nie musi oznaczać marchewki na krzyż z pomidorem.
    Tak się rozpisałem, ale to po prostu dlatego, że (jestem wręcz pewien!) do podobnych wniosków doszło już wiele osób "po" albo "mocno w trakcie", ale niestety przed niektórymi jest jeszcze długa droga. Droga, która wymaga nie tylko 'jedz wszystko', ale 'jedz i myśl rozsądnie'. I myśl o sobie, jakkolwiek to egoistycznie brzmi, ale w tym przypadku jest to akurat istotne.
    Żeby nie było - cukiernica: mądre słowa ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele racji w tym co napisałeś. Ale wynika też z tego, że osoba wychodząca z ED, raz na jakiś czas zje hamburgera w mc'u z przyjaciółmi to popełnia zbrodnie i się wyniszcza :)
      a to nie prawda! zdrowe odżywianie na codzień, ale nie "obawianie się" wyjścia ze znajomymi co weekend na lody czy pizze.
      balanced is a key. pokonywanie fearfoodów również jest częścią zdrowienia:)

      Usuń
    2. Ej no, nie bez powodu napisałem "obiad codzienny", gdzie kluczowym słowem jest "codzienny" ;)

      Usuń
    3. aa to wybacz, zwracam honor ;)
      zrozumiałam, że miałeś tutaj na myśli również sporadyczne tego typu sytuacje gdy np raz na tydzień pozwalamy sobie na hamburgera czy pizzę "na obiad" :)

      Usuń
  3. Micha owoców zjedzona na śniadanie latem to sama przyjemność i jaka odmiana ! Przecież na ten czas czeka się cały rok :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Oh jezu, ten wpis jest świetny! Każdy powinien go przeczytać. Bardzo mi pomógł!
    polarois.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo, bardzo mądry wpis, masz świetne podejście :) Racjonalne bardzo :)Słuchanie swojego organizmu to chyba klucz do sukcesu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Super post. Od wielu lat walczę z anoreksja i obserwuje blogi innych, szczególnie osob z ed. Naprawdę fajnie czytać o wnioskach i perspektywach innych. Mogłabys pisac częściej takie posty? To naprawdę podnosi na duchu i pomaga. A świadczyć o tym, ze "moze jednak jeszcze masz problem" nie bedzie, a jednak pomoże innym. Serdeczne uściski ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Chętnie coś napiszę, ale może jakieś sugestie konkretnie o czym? :)

      Usuń
    2. O lęku, pokonywaniu go, potyczkach, wzlotach i upadkach.... Jak sie przemoc do jedzenia wiecej..

      Usuń
    3. Okej :) Nie chcę podchodzić jak do wypracowania, które muszę napisać, więc nie obiecuję kiedy, sama dopiero zbieram myśli :)
      A co do tego jak się przemóc, żeby jeść więcej nie ma innego sposobu jak... usiąść i zjeść więcej. I moim zdaniem nie jest skuteczne odwracanie uwagi od wyrzutów sumienia, zajęcie się czymś innym itd. Nie. Tym wyrzutom musisz stawić czoła. Dlaczego boisz się zjeść więcej? Bo przytyjesz? Nie przytyjesz od jednego posiłku, na dłuższą metę to w sumie pewnie jest Ci potrzebne. Więc co się stanie jak trochę przytyjesz? Co daje Ci niedowaga? Dlaczego chcesz to utrzymywać? Rozwałkuj temat sama przed sobą tak długo, tak dokładnie aż w końcu uznasz, że ,,w sumie to nic się nie stanie jak zjem więcej" :)

      Usuń
  7. Abstrahując od większej części tekstu: przecież jest lato! To chyba naturalne, że skoro masz dostęp do takiej ilości świeżych owoców, które stosunkowo szybko się kończą, to chcesz to wykorzystać maksymalnie?! ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo mądry post! Mnie osobiście też wkurzają takie pytania...nie znoszę porównywania się do innych i wypytywania o to ile czego jem, w jakich ilościach itp:. Owszem, można powiedzieć co się zjadło przez cały dzień, taki rzut, ale nie dokładność co do kęsa i grama! Nie podoba mi się jeszcze to, że ktoś zarzuca mi jedzenie samych słodyczy. Owszem, na moim blogu jest pełno recenzji czekolada, cukierków itp:. ,ale to nie oznacza, że jem same słodycze. A może ja jem tylko 1 rządek z całej czekolady? Eh...ludzie zawsze będą zgryźliwi.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mądry post i podejście. Ludzie lubią komentować: *

    OdpowiedzUsuń
  10. Amen, Pam, amen! Napisałaś wszystko o czym sama myślałam w ostatnim czasie. Tak samo jak Ty, po zrobieniu zdjecia zazwyczaj coś dokładam, dorzucam. Raz je się więcej, raz mniej jak np w upały gdy nie ma się ochoty kompletnie. A anonimki na asku i w komentarzach pytające o gramaturę, o każdy posiłek, o wszystko, mają ogromny problem. Każdy jest inny, niektórzy najedzą się 30g kaszy, niektórzy jedzą jej 80g i nic w tym złego. też kiedyś miałam z tym problem, trzymałam się sztywno 50g bo to typowa porcja, ale co z tego jak byłam zaraz głodna? Uwielbiam Twojego bloga i dla mnie mogłabyś wstawiać tutaj codziennie zwykłe jabłka, czy owsianki a i tak wchodziłabym tutaj i komentowała, bo to Ty głównie tworzysz to miejsce, atmosferę i kocham jak piszesz, bo jesteś cholernie mądrą osóbką. I to, co napisałaś o tym, że życie nie kręci się wokół jedzenia to święta prawda, przecież jest wiele innych równie ważnych aspektów życia, a jak ktoś kiedyś powiedział mądrze- je się po to żeby życ, a nie żyje po to by jeść.
    Miłego dnia! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Napiszę tylko tyle....Niech częściej pada deszcz, będzie więcej takich fajnych Twoich przemyśleń :) Bardzo podoba mi się ten wpis.
    Ty dziewczyno się zmieniasz i to bardzo :) Jestem z Ciebie bardzoooo dumna. Trzymaj tak dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Cóż, przypuszczam że "hejty" na temat twojego odżywiania biorą się z zazdrości. Nie wszyscy mają możliwość jedzenia takich wykwintnych ;P śniadań jak twoje np z braku talentu bądź wyobraźni kulinarnej. Nie przejmuj się i rób swoje
    Pozdrawiam Sylwia

    OdpowiedzUsuń
  13. Halo, Pam! zabierz mnie na kawę!

    OdpowiedzUsuń
  14. Nobel za ten post! Pam na prezydenta! :D Lepiej bym tego nie ujęła i na pewno uda Ci się wyjść z tego na 100 %! :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Wiesz? Też jestem właśnie na takim etapie, że jedzenie to część życia, będąca od czasu do czasu celebracją, ale głównie coś naturalnego, codziennego, czego oczekuje organizm, żeby mu dostarczyć. Wiadomo, że walory smakowe są ważne, ale w pewnym momencie dostrzega się, że najlepsza jest prostota, bo życie samo w sobie jest zbyt skomplikowane, żeby mu jeszcze dokładać problemów tak podstawowych... jedzenie powinno być od odstresowywania się, a nie na odwrót.
    Akurat u mnie dwa awokado, też sobie tak ładnie nadzieję :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Bardzo podoba mi się co piszesz, podobnie zresztą jak to śniadanie :)

    1. No właśnie mówi się, że owoce nie mają kalorii, a tak ostatnio sobie uświadomiłam, że jak rano jeszcze przed śniadaniem jem 500g czereśni to już jest ponad 300 kcal :)
    3. U mnie też kiedyś na blogu wywiązała się dyskusja, że jem za mało na śniadanie (to chyba była notka z moimi ulubionymi kanapkami), a przecież w wolne dni, mając całodzienny, niczym nie ograniczony dostęp do jedzenia, można jeść cały dzień, a niekoniecznie trzeba wyrobić śniadaniową normę :P
    5. Też czasami spotykam się ze stwierdzeniem, że wmawiam sobie, że lubię te wszystkie warzywa, owoce i kasze, a niezdrowe rzeczy mi nie smakują, a ja nie wiem jak można uważać, że ociekający tłuszczem wysmażony kotlet jest lepszy niż jaglanka z mnóstwem owoców - naprawdę tego nie rozumiem :P

    OdpowiedzUsuń
  17. Odnoście punktu 4. Mam taki flashback związany z Twoją osobą. Pamiętam pewne zdjęcie, na pewnym portalu na V. Nie wiem czemu akurat ono utkwiło mi w pamięci. Ale to fotografia małej czerwonej miseczki z podobnie niewielką ilością owsianki, pralinką- bałwankiem i owocem granatu dookoła. Delikatnie mówiąc "ostrożna porcja". I patrząc teraz na robione przez Ciebie zdjęcia jedzenia muszę to napisać- Jestem z Ciebie dumna. Świetnie sobie radzisz, lepiej niż myślisz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, wiesz, że wiem o której owsiance mówisz...
      Dziękuję bardzo :)

      Usuń
  18. Bardzo Ci dziękuje za ten post! Ja jestem na etapie ciągłej walki z samą sobą, starania się zrozumieć, ze jedzenie jest GOOD... Często przegrywam w tej walce, ale zdarza się też, że wyjdę obronną ręką z niej. Często płaczę nad jedzeniem, ponieważ ''ścisk'' gardła nie chce mnie zostawić w spokoju. Ciężko mi sięgnąć po jeszcze jedną łyżkę kaszy, kawałek czekolady, nawet na prośbę najbliższej osoby.
    Pam, dlaczego to jest takie wredne i tak niszczące... Ja naprawdę chcę być normalna i cieszyć się życiem... Chcę być tak silna, jak Ty. Chcę tyle osiągnąć, jak Ty...
    Jeszcze raz dziękuje! :*

    OdpowiedzUsuń
  19. A ja się zawsze zastanawiam ile z pokazanych owoców zjadasz, a ile to tylko dekoracja :D
    Te punkty są...potrzebne. Mi. Bardzo. To, co w nich napisałaś mogę nazwać prawdami, których się nie trzymam i o których zapominam - a nie powinnam. A każdy z nas powinien pamiętać, że nasz organizm to po prostu nasz organizm, jest głodny, gdy jest głodny, nie ma ochoty na nic więcej, gdy naprawdę nie ma. I że możemy celebrować śniadanie w taki sposób, żeby było wygodnie i nam i naszemu organizmowi. Uwielbiam to, jak piszesz :)
    http://poranny-talerz.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń