wtorek, 21 lipca 2015

731. Batat pieczony z ricottą i malinami z tahini



Dzisiaj po trzech tygodniach mam spotkanie z terapeutą, co skłoniło mnie do ogarnięcia jakie wydarzenia miały w tym czasie miejsce i tak sobie myślę, że przez te 3 tygodnie wydarzyło się więcej niż przez całe minione wakacje :P A na ten tydzień mam planów dwa razy tyle :]
Jak było wczoraj? Nie pamiętam xD Pamiętam tylko, że wyjechałam na miasto, nikogo nie zabiłam i ani odrobinę nie straciłam zapału. Generalnie: faaajnie :D
Pogoda po południu była idealna do biegania, serce mnie rwało, ale niestety muszę kilka dni odpuścić. W ubiegłym tygodniu wlazło mi coś w biodro, miałam już coś takiego w tym roku, jednak wtedy nie odpuściłam. Zawzięcie biegałam, bo przecież musiałam udowodnić jaka jestem silna i wytrwała, że skoro tyle jem, to muszę proporcjonalnie dużo się ruszać. Skończyło się tym, że po mieszkaniu chodziłam na kolanach. Tuż po tym złapał mnie ten dół okropny, myślę, że to kontuzja była wraz z innymi bodźcem spustowym dla niego. Miałam do siebie pretensje, byłam na siebie wściekła i na to, ze nie wiem co w takim razie mam robić z jedzeniem i całą resztą, bo przecież na jedzenie musiałam sobie odpowiednio zasłużyć. Człowiek uczy się na własnych błędach. Niedawno sama przecież mówiłam, że zakochałam się w bieganiu na nowo, dlatego, że stało się źródłem nieopisanej przyjemności, ale bieganie przez łzy, zaciśnięte zęby przyjemne nie jest. Ja przecież wyczynowcem nie jestem, nikomu nie muszę niczego udowadniać, torturować siebie. Sobie nie muszę niczego udowadniać. Siebie muszę szanować. Jeżeli organizm potrzebuje się zregenerować, to nie będę rzucać mu kłód pod nogi, mścić się, czy ograniczać. Niczego złego przecież nie zrobiłam. Z ciężkim sumieniem, owszem, ale musiałam podjąć decyzję o odpuszczeniu tak długo aż nie będę odczuwać dyskomfortu. I nie świadczy to o mojej słabości, a przeciwnie- o sile. Bo to kolejny mały wielki sukces- wiedzieć kiedy odpuścić, słuchać swojego ciała, nauczyć się go. Przy okazji zdystansować się. Nie tylko z jedzeniem miałam problem, ale również z wyważeniem odpowiedniej ilości ruchu. I widzę teraz wyraźnie, że biegam, bo to kocham i brakuje mi tego i chciałabym już wyjść ,,polatać”, ale jak jest potrzeba to wiem, że muszę przestać. Czymże jest tych kilka dni w porównaniu do wielu lat, którym bieganie jako prawdziwa przyjemność będzie towarzyszyć?
Na szczęście przy chodzeniu nie boli, a przynajmniej nie tak, żebym była uziemiona. To znieść byłoby mi trudniej, bo właściwie cały dzień jestem na nogach i mocno popsułoby mi to plany :P

Miłego dnia :)

Dawno piekarnika nie uruchamiałam, ale jak już uruchomiłam to po to by zjeść to co uwielbiam. Ziemniak- tyle człowiekowi do szczęścia trzeba ;D







Batat pieczony z ricottą z malinami, ziarnem kakaowca i tahini 
Truskawki, borówkami, awokado

Przepis:

1 średni batat
2-3 łyżki ricotty
Kilka malin

Batata myjemy i wycinamy wzdłuż niego rowek. Nagrzewamy piekarnik do 200 stopni, wkładamy ziemniaka luźno okrytego folią i pieczemy ok. 25 minut, po tym czasie nadziewamy ricottą i malinami i pieczemy odkrytego przez kolejne 15- 20 minut w 180 stopniach. Podajemy z dodatkami.


Pam.

17 komentarzy:

  1. Dokładnie, to żadna porażka, a wielki krok do przodu, kochana! :)
    Pieczony batat to jego najlepsza postać!
    No i nominowałam Cię dziś do LBA :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Dokładnie ! To jest twój WIELKI sukces. Bo słuchanie tego,co nam organizm mówi, o co się upomina no i szanowanie własnej osoby - to jest piorytetem i najważniejsze w życiu. Oby tak dalej i do przodu :*
    Pieczony batat <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Pam Ty zawsze tak mądrze i życiowo piszesz. Zawsze po przeczytaniu takiego Twojego wywodu jestem pozytywnie nastawiona. Samych życiowych sukcesów Ci życzę. :)
    I śniadania też robisz wspaniałe, nie da się ukryć...

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiedzieć, kiedy odpuścić- dokładnie, nie brnąć do celu po trupach, to najważniejsze! :)
    Ja swojej terapeutki nie widziałam już z miesiąc i też tyle się wydarzyło...

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja jeszcze batata na słodko nie jadłam, ale kusi i to bardzo ;)
    Gratuluję Ci wielkiego sukcesu i mam nadzieję, że będziesz już zawsze słuchać słowejgo organizmu, a nie jakiś chorych myśli ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Gratuluję wielkiego sukcesu oby ttak dalej :)
    śniadanie pierwsza klasa!!

    http://lifeofangiee.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. u mnie batat co chwilę ląduje w piekarniku :) muszę znowu zaserwować go sobie na słodko :)
    dobrze jest jak dużo się dzieje, człowiek się nie nudzi i nie rozmyśla zbyt wiele ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Pieczony batat mi kojarzy się z jesienią, więc na razie trzymam się od niego z daleka i ciesze się latem :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Dobra, bardzo dobra decyzja ;D
    PIEKŁEM DZISIAJ BATATA!

    OdpowiedzUsuń
  10. Kurczę, Pa, brawo! Szacunek do siebie jest najważniejszy. Niestety ja też muszę pilnować się z wyważaniem sobie odpowiedniej ilości ruchu, bo doprowadziłam się do stanu, w którym bieganie jest co najmniej niewskazane, a często mimo tego daje wycisk swojemu organizmowi, co nie pozwala mu się zregenerować. A, kurka, aż łezka się w oku kręci jak przypominam sobie letnie wieczorki kiedy bez problemu mogłam iść się przebiec ;( Ale znam to uczucie jak z jednej strony nie chcesz się forsować, a z drugiej coś od środka Cię roznosi. Te myśli o tym, że nie pobiegałaś na każdym kroku, może jakieś wyrzuty sumienia, uczucie bycia "zasiedzianym kamieniem" :D ale przecież ćwiczenie, kiedy czujesz że już nie możesz i tylko myślisz o tym, żeby skończyć w ogóle nie daje przyjemności, a tylko czyni Cię więźniem.. Nie wiem, czy też tak masz, ale przypadkiem wyszedł mi opis własnych doświadczeń :P a Tobie gratuluję zdrowego podejścia i trzymam kciuki, żebyś cały czas była na tej "dobrej drodze" :)

    OdpowiedzUsuń
  11. koniecznie odpuść sobie bieganie, bo z biodrami i ich bólem to nie żarty, a tylko wielkie problemy mogą z tego wyniknąć. zdrowie tylko jedno mamy, a jak dzień, dwa czy nawet tydzień nie pobiegasz to powiedz mi czy coś się stanie? ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Tyle mądrości w Twoich słowach, tyle miłości wbrew pozorom - do biegania. I szacunku też nie brak. Prostą drogą może się do tego nie dochodzi, ale każdy trud jest pewnie tego warty :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Cały czas uczę się tego szacunku i cały czas nie mogę wyjść z podziwu, co do Twojej przemiany wewnętrznej... Pięknie po prostu ♥
    Kupię jutro tego ziemniaka :D
    http://poranny-talerz.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. A ja dzisiaj takiego oto ziemniaka miałam na kolację i z jakim uśmiechem go zjadłam po całym dniu harówki :) Masz rację - mało trzeba do szczęścia.
    Pam, widać progress w Tobie, a najważniejsze jest to że sama go widzisz ! Dojrzewamy, a razem z nami nasza psychika i stosunek do różnych rzeczy. Powodzenia !

    OdpowiedzUsuń
  15. Z całego serca gratuluję decyzji o odpuszczeniu biegania. Masz rację- to Twoje zwycięstwo. Podziękuje Ci za nie nie tylko Twoje ciało, które szybciej się zregeneruje i będziesz mogła dalej czerpać radość z biegania, ale też i psychika, bo choroba pewnie nie jest zachwycona. ;)
    Zdrówka życzę! ;*
    A batat pięknie podany <3

    OdpowiedzUsuń