wtorek, 8 września 2015

767. Gdy lodówka pusta... dynia i banany ratują.



Jestem. Wróciłam. Dom, dom, dom. Mój. Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. :D :D :D

Góry jak zawsze mnie nie zawiodły, Zakopane mnie nie zawiodło, na pogodę absolutnie nie mogę narzekać. Na brak wspomnień i atrakcji również.
Zawiodłam się na swojej relacji z mamą. Który to raz?
Pojechałam jako zdrowa, normalna, szczęśliwa osoba, niestety na każdym kroku, każdego dnia usiłowała mi udowodnić, że jest inaczej. Czy skutecznie? Nie wiem. Mam już przecież wyrobiony ten swój wewnętrzny kręgosłup, przecież potrafię się już zdystansować. Jednak po 8 miesiącach mieszkania oddzielnie tych kilka dni w jednym pokoju psychicznie były dla mnie bardzo trudne.
Nie chcę mówić o jakimś cofnięciu się czy czymś podobnym. Nie. Ja już do pewnych stanów nie chcę wracać nigdy. Ale na pewno muszę odzyskać trochę wiary w siebie, w to, że może być dobrze i w to, że jest dobrze.
Po 10 dniach, które mimo wszystko spędziłam bardzo przyjemnie pora wrócić na dobrą drogę. Nie zboczyłam z niej, po prostu szłam poboczem. Zdarza się. 
Ale! Nie jestem tu po to, żeby narzekać. Piszę to raczej po to, żeby pokazać, ze w paśmie osobistych sukcesów można się potykać, a nawet przewracać :D

W poniedziałkowe przedpołudnie odbyłam śmiechoterapię z Zosią. :D
W sobotę odbyłam najlepszą terapię. Najlepszą z najlepszych. Już nie nazywam tego blogerskim spotkaniem. Dla mnie to już spotkanie z przyjaciółmi. Nalot na Kraków zrobiło 7 dziewczyn. 
I to dało mi odpowiedniego kopa. Nie wiem jak dziękować.
Ani, Adze, kolejnej Adze, Klaudii, Sylwii i Weronice :* :* :*

Cieszę się, że wracam do Was. To będzie dosyć zabiegana reszta września. Egzaminy na prawko, wiele spotkań, które muszę jeszcze nadrobić, parę dorosłych spraw, w międzyczasie weekend w Poznaniu, głównie same przyjemności, ale dosyć czaso i energochłonne ;P


A teraz kilka zdjęć od antymistrza fotorelacji:

Wiadomo, że górskich widoków żadne najlepsze nawet zdjęcie nie odda:






Od kilku lat planowałam pojechać w końcu do Oświęcimia, jednak całodniowa wycieczka przerastała moje możliwości. Bo co z jedzeniem? W tym roku z czystym sumieniem mogłam pojechać. Sukces i zwycięstwo. Dla takiej wolności warto walczyć. Ja decyduję kiedy, co robię, nie jakieś głupie zasady.  Jeśli o samo Auschwitz i Birkenau chodzi to… trzeba zobaczyć. Tego samego dnia nie przeżywałam tak tego co przez późniejszych kilka dni. Mam wrażenie, że nadal to trawię, zwłaszcza po zakupieniu książki ,,Byłem asystentem doktora Mengele”



Podziel się posiłkiem z wróblami i widok z naszego okna:



Sobota w Krakowie :D :D :D



I kilka łupów:


- Oscypki, żurawina, sok z pędów sosny
- Naczynka (porządna łycha, żeby było czym mieszać następnym razem wielkogarnkowy wspólny posiłek :D ) 
- Patelnia grillowa z Nowego Targu, jak mi brakowało mojej świetnej starej, która niestety na indukcji nie działała
- krakowskich Food Track'ów malina z imbirem i przyprawami i truskawka z białą czekoladą  firmy Made By My Mum
- No i... dynia xD



Przez ostatnie dni na śniadania jadałam na zmianę kaszę jaglaną i owsiankę na jogurcie z owocami. Musiałam dziś zjeść cokolwiek innego, ale moja lodówka świeci pustkami przez co dziś śniadanie z braku innych środków wygląda jak wygląda. Jogurty, dynia i mrożone banany- to oznacza, ze zaraz robię napad na bazarek!







Karobowy jogurt
Dynia, mrożone banany, świeże daktyle
Masło orzechowe 


Pam.

23 komentarze:

  1. Wszędzie dobrze,ale w domu najlepiej, co? Mimo naszego spotkania i mojej tęsknoty cieszę się że jesteś w domu i możesz na spokojnie zjeść posiłek. Trzymam kciuki za twój wrzesień. Na pewno będzie super!

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszędzie dobrze,ale w domu najlepiej, co? Mimo naszego spotkania i mojej tęsknoty cieszę się że jesteś w domu i możesz na spokojnie zjeść posiłek. Trzymam kciuki za twój wrzesień. Na pewno będzie super!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem, dlaczego nazywasz siebie ,,antymistrzem" - moim zdaniem, zdjęcia są naprawdę udane. Masz szczęście, że udało Ci się spotkać tak wspaniałe osoby.
    Mam pytania trochę odbiegające od Twojego dzisiejszego śniadania. ;) Co daje zalanie wodą na noc płatków owsianych? Robisz to ze względów zdrowotnych czy dla lepszej konsystencji (przy okazji - jaką gęstość owsianki lubisz najbardziej? Używasz płatków zwykłych czy górskich?)?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Może nawet nie tyle o zdjęcia mi chodzi, co o dar porywania innych na wycieczkę opowiadaniem, a raczej jego brak :P
      Ja używam płatków owsianych zwykłych, ale nie wiem nawet czym one się od górskich różnią. Na noc zalewam, bo lubię wtedy ich konsystencję, są takie bardziej budyniowe i szybciej się gotują. Najbardziej lubię właśnie taką konsystencję i smak, że ok 60g płatków zalewam wrzątkiem do poziomu płatków, jak wystygnie to dolewam z pół szklanki mleka i odstawiamy na noc, a rano gotuję z łyżeczką/ łyżką świeżo zmielonego siemienia tak z 5-8 minut. W Zakopanym teraz zalewałam po prostu suche płatki jogurtem naturalnym i odstawiałam na noc do lodówki i tez był super :)

      Usuń
    2. Dziękuję za wyczerpującą odpowiedź. ^^
      ,,Może nawet nie tyle o zdjęcia mi chodzi, co o dar porywania innych na wycieczkę opowiadaniem, a raczej jego brak :P" - podejrzewam, że ci,,inni" mają zupełnie inne zdanie. ;)
      Co do płatków - różnica polega na stopniu, w jakim zostały zmielone. Zwykłe są najmniej przetworzone (muszą być gotowane), a górskie są drobniej zmielone. Wpływ na zdrowie niemal identyczny. Tak gwoli informacji. :P

      Usuń
  4. No, wreszcie wróciły Twoje pozytywne posty :) moim zdaniem nie zeszłaś z dobrej drogi, to chyba było tylko chwilowe wybicie z równowagi. Ja nawet po dwóch dniach pobytu dziewczyn u mnie poczułam nieprzyjemne zderzenie z domową rzeczywistością. Wiesz jak się uśmiecham jak słyszę, że po takim zniewoleniu mogłaś wreszcie odbyć odkładaną wycieczkę :) haha, identyczny bananowo-dyniowo-daktylowo-orzechowy zestaw wczoraj u mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mi też bardzo podobało się na wakacjach, wypoczęłam tak jak ty, ale najlepiej jest we własnym mieszkanku.
    Mnie też czeka dużo dorosłych spraw we wrześniu, ale damy radę. Bo przecież już za 11 dni spotykamy się, by podbijać poznańskie ulice i knajpki :D

    A takie śniadanie podzielone na składniki to ja kocham <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Pominę resztę posta (chociaż zdjęcia super i żałuję, że tak dawno mnie w górach nie było), ale napiszę za to, że na mnie również Oświęcim zrobił ogromne wrażenie, szczególnie przez te kilka dni po powrocie jakoś nieswojo się czułam i inaczej patrzyłam na rzeczywistość. Z książek polecam też mimo wszystko "oklepane" "Medaliony" czy "Opowiadania" T.Borowkiego :)

    OdpowiedzUsuń
  7. jaki tam antymistrz?! super zdjęcia kochana! :*
    cieszę się, że wyjazd udany, ale z drugiej strony dobrze, że już wróciłaś, brakowało mi Twoich wpisów :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Już Ci mówiłam, że zawsze lubiłam Twoje powroty z gór, bo przywoziłaś oscypki :D!
    I jeszcze rok temu nie sądziłam, że kolejny Twój wpis w górach będzie nawet miał moją twarz w pakiecie hahaha! Dziękuję Ci za tą sobotę, było megamegamega <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Ważne, abyś znów na główną drogę weszła :)
    Jesz tak dynię na surowo? :D nie myślałam nigdy o tym xd

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie kwalifikujesz się w żaden sposób na antymistrza, a swoim entuzjazmem zabiłabyś ćwieka niejednemu "mistrzowi", więc wiesz - PYSZNIE <3 Świetnie się to czyta i choć nigdy nie lubiłam siebie na zdjęciach - z Wami mogę mieć milion jeden i więcej :*

    OdpowiedzUsuń
  11. po pierwsze czym prędzej, proszę, wskakiwać na właściwą drogę, chodzenie poboczem nie jest dobre ;p po drugie, pierwsze i trzecie zdjęcie gór nie wygląd jak zdjęcie antymistrza tylko wręcz przeciwnie ;p po trzecie takie drewniane miseczki mi się ostatnio zamarzyły :) po czwarte śniadanie w porządku, zwłaszcza daktyle z masłem i banany, bo mrożone sama ostatnio pokochałam :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Proszę mi tu nie rzucać w siebie umniejszeniami w stylu "antymistrza", bo raczej braku umiejętności robienia zdjęć (i przekazywania ich treści, odwołując się do komentarzy powyżej ;)) u Ciebie zaobserwować nie można ;P
    Może to trochę smutne takie przytłumienie ze strony rodzicielki, ALE najważniejsze, że nie wpłynęło istotnie na Cb i nie zeszłaś z wybranej (tak, obranej też) drogi :)
    Byłem, byłem pod tym smokiem!

    OdpowiedzUsuń
  13. Uwielbiam czytać Twoje posty ;) a jeszcze znaleźć własną osobe w nim , wow ( nadal nie dowierzam własnym oczom ! ) ;p
    Tęsknię za tb bardzooo ! ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  14. Jeeej, piękne widoki! Zazdroszczę, kocham góry :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Piękne Zakopane! A wizyta w Oświęcimiu.. cóż. Uważam, że każdy powinien to zobaczyć.
    I mam nadzieję, że przywiozłaś sporo oscypków i się podzielisz ;>

    OdpowiedzUsuń
  16. W górach jest coś magicznego i jak patrzę na Tatry to zawsze mi się przypomina dzieciństwo ;) Śliczne widoki i cudne zdjęcia, choć tak jak piszesz ciężko oddać tamtejsze krajoobrazy w 100%.
    Szkoda tylko, że Twoje relacje z mamą nie są takie jak byś chciała :/ Widać za to, że na blogowym spotkaniu przyjaciół było cudownie ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. W górach jest coś magicznego i jak patrzę na Tatry to zawsze mi się przypomina dzieciństwo ;) Śliczne widoki i cudne zdjęcia, choć tak jak piszesz ciężko oddać tamtejsze krajoobrazy w 100%.
    Szkoda tylko, że Twoje relacje z mamą nie są takie jak byś chciała :/ Widać za to, że na blogowym spotkaniu przyjaciół było cudownie ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  19. O jaaaa! Byłaś w Oświęcimiu... ale tylko w Auschwitz czy zwiedzałaś coś więcej w moim mieście? :)) Jaka szkoda, że nie wiedziałam, bo czytam Cię jeszcze od czasów Vitalii

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będąc w Zakopanym byłam na takiej jednodniowej wycieczce w Auschwitz Birkenau i Wadowicach :) Miło czytać :)

      Usuń